Poranek

Wstałam wcześnie rano z założeniem, że dziś będę wcześnie w pracy i wcześnie z niej wyjdę. Chciałam zrobić zakupy, między innymi, kolejnej sexownej bielizny, by czuć się lepiej i zobaczyć uznanie w oczach mojego kochanka, nie męża (swoją drogą, naprawdę niewiele rzeczy powoduje u niego uznanie).
Kiedy przyszłam do biura, nikogo jeszcze nie było. Do rozpoczęcia pracy większości pracowników pozostała ponad godzina. Po odebraniu i podpisaniu listy w portierni, udałam się do swojego pokoju, by w ciszy popracować. Okazało się, że na moim piętrze jeszcze nikogo nie było, więc musiałam na korytarzach włączyć światło. Zabrałam się do pracy. Warunki mi sprzyjały, bo nikogo nie było, nikt nie rozmawiał przez telefon, nie plotkował i nie wchodził i wychodził z pokoju, mogłam pracować w całkowitym skupieniu.
Usłyszałam trzaśnięcie głównych drzwi wejściowych naszego piętra, ale po chwili stwierdziłam, że to musiały być dźwięki z radio, które grało w tle. Pomyliłam się jednak, bo nagle drzwi do mojego pokoju otworzyły się i stanął w nich… mój szef. Szef wszystkich szefów, pan prezes.
- Dzień dobry panie prezesie – przywitałam go najpiękniejszym uśmiechem jaki miałam. Zaskoczył mnie zupełnie. Rzadko się zdarza, że jest w pracy, a już w ogóle rzadko się zdarza, że jest tak wcześnie. W sumie to nie musi pracować, bo cały sztab ludzi pracuje za niego i dla niego.
- Dzień dobry pani Julio. – odpowiedział. – Co tak wcześnie? Spać pani nie może? – zażartował.
- Mam trochę pracy, i chciałam wyjść dziś wcześniej – odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
- Rozumiem… – zastanowił się chwilę – A może poranna kawa? – zaproponował. Read more…

Przed zajęciami

Był piękny letni poranek. Słońce już dawno wstało i radośnie muskało promieniami cały pokój. Wstałem i bystro ruszyłem w kierunku toalety, gdzie spędziłem ilość czasu godną kobiety – prawie godzinę. Przyszedł czas, włożyłem nieskazitelnie czysty, wyprasowany, czarny garnitur, koszulę tej samej barwy i udałem się w kierunku drzwi mając przed sobą perspektywę kolejnego nudnego dnia.

Dystans, który miałem do pokonania zdawał się być niewielki, jednak uwzględniając wydajność sygnalizacji świetlnych, drogi oraz ilość chętnych szybko stało się jasne, że mimo prawie godzinnego zapasu czasu i tak spóźnię się na wykład.

Tak też się stało. Podążałem korytarzem w kierunku sali wykładowej. Chwila wahania, naciskam klamkę i… cała sala zapełniona – nie ma wolnych miejsc. “Gdzie planista zostawił mózg ładując 2 kierunki studiów do jednej ciasnej sali?” – pomyślałem, kiedy dobiegł do moich uszu ciepły, aksamitny głos kobiecy. Tak, to była Małgorzata.

-Cześć… widzę, że w końcu się spóźniłeś… jak zapewne wiesz miejsc już nie ma… – powiedziała rzucając mi niedbałe spojrzenie.
-Tak wyszło, korki były nieziemskie – odparłem. Nie wiem, co ludziom się stało, że aż tyle ich wypełzło w swoich wehikułach przed 8 rano – dodałem usprawiedliwiając się. Pierwszy raz zdarzyło mi się spóźnić. Co prawda tylko kilka minut, ale… Read more…